środa, 29 grudnia 2010
I po świętach
Świeta, swieta i po swietach. Wigilie i pierwszy dzien swiat spedzilam z rodzina u Babci, jak co roku. Na pasterke wybralam sie z Kotkiem, takze jak co roku. Bylismy w Wawolnicy jak od 3lat. Z racji tego, ze moj Narzeczony pracowal cale swieta, widzielismy sie dopiero po jego pracy, kiedy przyjezdzal do mojej rodziny w goscine. W drugi dzien swiat pracowal do 12, potem przyjechal po mnie i zabral na obiad do siebie. Tam byl tez jego brat Hubert z zona Agnieszka i corka Kaja. Dalam malej pannie jeszcze slodycze i wisiorek i kolczyki Hello Kitty. Byla przeszczesliwa i od razu je nalozyla. Bylo bardzo milo. Zjedlismy pyszny obiad, torty , ktore moja przyszla tesciowa robi przepyszne...masakra no! Az moja mama wyjsc z podziwu nie moze, tak jej smakuja. W te świeta delektowalismy sie tortem makowym z masa z migdalami i rumem i czekolada oraz tortem ananasowym...pychota!!! Jak Hubert z rodzinka pojechal wypilysmy sobie sliwowice robiona przez mame Kotka. Dodam, ze jak znamy sie 6lat, to pilam je pierwszy raz, bo przeznaczona jest ona dla nielicznych, a chowana w szafce, do ktorej klucz ma mama K, troche to dziwne ale...czym zasluzylam sobie na nia? Sama nie wiem. Ogolnie swieta byly pyszne i ostatatnie jako Panna i Kawaler osobno. Ale to temat na inna notke. W poniedzialek pojechalam z Krzesim i moja Ciocia i Siostra cioteczna do Lublina. Ciocia miala zlatwienia, a ja gapa zapomnialam zabrac przed swietami, jak jechalam do domu zaproszenie na sylwestra. Z racji tego, ze w drugi dzien swiat mielismy pierwsza rocznice naszych zareczyn dostalam sliczny sweterek bardzo teraz modny, dluzszczy w rozowe roze oraz roze niebieska z brokatem. Poprostu chcemy ta chwile zapamietac, a swietowanie jej przelozylismy jak bede w Lublinie. Krzesi obiecal, ze pojdziemy na pyszna romantyczna kolacje itd. Jesli chodzi o gwiazdke przyszla i w tym roku: od mamy bluzeczka, od siostry perelki na reke i kawe o smaku gruszki w czekoladzie, od Krzesiego berecik z cekinami, dezodorant rexona, sztyft Nivea, winko Carlo Rossii. Zakupkujemy tez troche np. wczoraj kupilismy mi ladniutka bluzke z Mohito, a przed switami z siostra kupilam bluzke w Cropp i pasek Tally. Uwielbiam promocje!!! Dzis popoludniu najprawdopodobniej wpadnie do mnie malutki Macius z Ewelinka i Pawłem. A jutro ploty z Madzia i spotkanie z kolezanka z liceum, ktora mieszka z Madzia w akademiku w kawiarni. Juz sie ciesze:) W poniedzialek takze bylismy na nartach, znaczy bylismy Krzesi szlal, moj brat cioteczny na desce jezdzil, a ja robilam zdjecia, pilam grzanca i grzane winko. Chcialabym sie nauczyc jezdzic, sprzet jest, Kotek namawia. Pisalam wam w tamtym roku, ze przelamalam sie i zalozylam narty i po prostej bylo ok ale lekkie nachylenie, a mi nogi w kazda strone i aby krzyczalam lap mnie, co tak naprawde gorki nie bylo. Jakas kulawa i bojaca jestem, bo na lyzwach tez nie umiem, znaczy mogla bym sie nauczyc, bo Krzesio jezdzi, ale tez oczywiscie sie boje, ze sobie cos zrobie, ze sie wywroce. A to przeciez nie uniknione czy na nartach czy na lyzwach jak sie czlowiek uczy. Kotek nawet mowi, ze moze mi instruktora wziasc, ale ja zdecydowac sie nie moge, taki bojuch ze mnie i juz:) Ale oboje szczesliwi przynajmniej, ja jak patrze jak on jezdzic, a jak ze skoczni na stoku zjezdza to oczy zamykam, a on,ze sobie poszusuje..tylko, ze jemu zalezy na tym zeby jezdzic ze mna, a ja sraluch no!! On prosi choc naloz, albo mowi, ja wezme tylko do samochodu i dla Ciebie sprzet moze sie przelamiesz. Ciesze sie, ze mnie nie zmusza, nie naciska, tylko rozumie, on jezdzi od 7roku zycia i kiedys mial noge po tylek w gipsie przez narty. Daje mi czas do namyslu i pozwala samej decydowac, choc wiem jak mu zalezy. Moze, moze kiedys, moze sporbuje, moze na chwile...nie wiem kiedy i czy dorosne do tej dcyzji. Lece zaraz do mamy do pracy na kawke. Pozdrawiam
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
hmmm promocje! oj i mnie przydałoby się połazić po sklepach! to niesamowite jak Krzesi rozpieszcza Cię prezentami!
OdpowiedzUsuńJa tylko raz w życiu miałam narty na nogach,. Jakoś mi szło, ale to było prawie piętnaście lat temu :P
OdpowiedzUsuńNo to gratuluję, chyba zostałaś przyjęta do rodziny na dobre tą śliwowicą ;)