Mamy za soba kolejny tydzien zycia...nowy weekend. Nawet nie wiem kiedy leca te dni jeden za drugim. Jeszcze tylko dwa poniedzialki, a nie liczas przyszlego to jeden i skoncza mi sie 7-godzinne cwiczenia, a wraz z nimi kolowkia:0 W czwartek bardzo zle sie czulam...balam sie,ze zlapalam jakiegos wirusa. Obudzilam sie w nocy z srody na czwartek bolala mnie glowa, brzuch, bylo mi niedobrze...nie mialam sily dojsc do wc. Rano ledwie zylam, na cwiczenia na 11.30 ledwo sie doczlapalam, nie moglam siedziec doslownie. Wszystko mnie tak bolalo, ze ruch reka byl koszmarem...kolezanki mowily, ze zle wygladam..nie moglam nic jesc, tlusty czwartek ha ha dla mnie byl postny doslownie zjadlam z musem jedna bulke. W zasadzie juz w srode zle sie czulam, pojezdzilismy za tortami weselnymi z K i wrocilam bez sil spiac pol popoludnia. Ale... po cwiczeniach w czwartek mialam miec fakultet, zastalismy pusta sale z karteczka, ze Pani dr jest chora i odwolala zajecia. Nie mialam sily wracac do domu i balam sie sama. Zadzwonilam do siostry, ktora miala do 16 zajecia umowilysmy sie, ze wrocimy razem. Do tego czasu ledwo zyjaca siedzialam z Kasia w bibliotece i uczylam sie na kolowkium wtorkowe. Z ledwoscia doszlam na przystanek, pozniej do domu. Po powrocie polozylam sie, ale tak mnie wszystko bolalo, ze znalesc miejsca na lozku nie moglam...zasnelam nie wiem kiedy i obudzilam sie wirczorem, poszlam aby do wc i dalej spac. Nie wiedzialam co sie wokol dzieje. Wiem, ze siostra mowila, ze zle wygladam, zebym napilam sie cos rozgrzewajacego i czy zrobic mi cos jesc.Wiecej nie pamietam nic. W piatek czulam sie troche lepiej. Dziewczyny pojechaly do domu i siotra tez. Ja zostalam uczyc sie, bo mam latwe kolokwium w poniedzialek i mega trudne we wtorek,o ktorym dowiedzielismy sie na ostatnia chwile, bo Pan mgr wyliczyl, ze na nasze cwicz wchodza swieta i week majowy i mu sie potem terminy nie zgraja. Reasumujac pomalu ogarniam siebie, nauke i to, ze sama w mieszkaniu pierwszy raz w zyciu spalam cala noc i jestem sama. Przyszly tydzien zapowiada sie ciezki..poniedzialek -przeniesione seminarium wiec od 8-19, wtorek 8.15-12(potem kolokwium i jak ktos napisze moze isc),chyba we wtorek bede jechac do domu i oczywiscie dzien kobiet. Sroda wolna, czwartek zajecia, piatek nie wiadomo wkoncu jak seminarium bedzie ustalone, czy zostanie w poniedzialki czy jak. W weeknd zjazd i egz z psychologii, na ktory nie mam pojecia kiedy sie naucze i czy naucze. Lece jesc sniadanie, potem sie ograne, powtorze kolejny temat..bo kolokwium obejmuje 3tematy, z tego jeden juz dzis powtorzylam. Pozniej wybieram sie po bluzke na poprawe nastroju i pieczywko. Milego weekendu wam zycze:)
P.S a moj stan moze wynika ze zblizajacej sie @ i zmeczenia, naprawde dosc intensywnie zyje na kilku polach manewrow miedzy jedna uczelnia,a podyplomowkami, zyciem tu w Lublinie, prywatnoscia, ślubem itd. Chyba to zmeczenie.
Ojej, aż sie sama źle poczułam czytając to.. Ale już jest dobrze tak?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Pamiętam jak mnie mój M. wiózł na uczelnię i potem po mnie przyjeżdżał bo ja sama nie dałabym rady dojechać. Ale to na szczęście już przeszłość:)
OdpowiedzUsuńA Ty odpoczywaj w każdej wolnej chwili!
http://szczesliwykwiatuszek.blog.onet.pl/